statystyka good girl gone bad.

Mam ochotę na Twą cnotę ...
06.01.2012 :: 00:38 | Link | Komentuj (0)
Znalezione przypadkiem na youtube.

Mam ochotę na Twą cnotę (YT)

MASAKRA!

Ja za to:

Mam ochotę na chwileczkę zapomnienia

I od razu widać poziom :)
Flirt relaksacyjny
03.01.2012 :: 20:36 | Link | Komentuj (0)
Jest specyficzny rodzaj flirtu, który jest jednym z moich ulubionych. Delikatny, subtelny, na poziomie, i co najważniejsze - chwilowy. Taki flirt relaksacyjny, który pozwala zwiększyć ilość wytwarzanych endorfin i dalej/na nowo cieszyć się życiem.

Ot na przykład:
Idziesz na dworzec, po drodze zaczepia Cię młody, przystojny Pan i pyta o drogę. Zabieracie się razem. Po drodze żartujecie, śmiejecie się i delikatnie uwodzicie. Pan nazywa się Arkadiusz, jest z Warszawy i ma ze sobą jedynie reklamówkę z logo Legii. Właśnie dostał pracę i spędził ciekawy weekend na Śląsku, więc jest zadowolony. Ratuje Ci życie przed autobusem i jest niesamowicie uroczy. Po wszystkim kupuje bilet, odprowadza Cię na peron, czeka na pociąg i odchodzi. Czas trwania: ok 25 minut a wystarcza na cały dzień. I nieważne, że teoretycznie przyjechałaś tylko na chwilkę krótszą niż cała podróż, ani że nie znalazłaś odpowiednich butów. Wszystko to nieważne :)

Potem przychodzisz do domu i odbierasz kartkę z Korei: poziom endorfin wzrasta jeszcze bardziej :)

Sprawdzone na własnej skórze.

Zapowiada się naprawdę dobry rok :) Oby tak dalej!
Noworoczne bla bla...
02.01.2012 :: 01:48 | Link | Komentuj (0)
Uwielbiam to uczucie, kiedy po długim czasie odnajduję coś, o czym zapomniałam, że istniało. To może być 5zł w kieszeni kurtki zimowej, ubranej po całorocznym wiszeniu w szafie, stary liścik miłosny albo kawałki papieru, na których zapisane są pomysły wykonane lub do zrealizowania. Cokolwiek.

Tak samo poczułam się, kiedy znalazłam tego bloga. Nie mam pojęcia, jak to się mogło stać, ale zapomniałam, że go mam :) Przypomniało mi się gdzieś we wrześniu, kiedy to przeglądałam swoje "ulubione" strony. Teraz to wykorzystuję i wracam.

Lubię powroty. Bo to daje cień nadziei, że może tym razem będzie inaczej i nie zgubię się. Albo nie zgubię bloga, albo o nim nie zapomnę i że zmotywuję się, żeby pisać częściej. Dla siebie, bo to pomaga.

Dzisiaj był bardzo przyjemny dzień. Podobno się 'urodzinniam' ostatnio bardziej i bardziej, ale myślę, że jest to raczej forma pożegnania, bo wiem, że czas wielkich decyzji nadchodzi i raczej, jak na Skowronka przystało, czas wyfrunąć z gniazdka.

Jestem leniem i nie piszę pracy, co pewnie się prędzej czy później na mnie odbije :)

Jestem gruba i spodnie się na mnie robią za ciasne! Zaczynam się zdecydowanie więcej ruszać.

Zaczynam też myśleć o przyszłości - powolutku, nie za daleko, ale pewne decyzje trzeba podjąć teraz :)

Jak jest szansa, to próbuję spełniać marzenia. Dzisiaj pomyślałam, że chciałabym choć raz uczestniczyć w noworocznym koncercie w Filharmonii Wiedeńskiej. Toteż za chwilkę zgłaszam się po bilety - jak się uda, przyszłego sylwestra spędzam w Austrii :) [Ciekawostka: żeby dostać się na ten koncert, należy najpierw zgłosić się, potem ze wszystkich zgłoszeń organizatorzy losują tych, co dostają bilety i potem się płaci. Ten kto dostanie bilet, otrzymuje informację pocztą, reszta - mailem :) ] Biorę w ciemno 2 bilety siedzące (najtańsze :) ) więc jeżeli ktoś jest chętny, a ja bilety otrzymam, to zapraszam do towarzystwa :)

To będzie zdecydowanie rok pełen wielkich zmian... Ł. oświadczy się A., J. urodzi córeczkę, M. i M. będą małżeństwem i zostaną rodzicami, ja skończę studia i wyjadę... Końca świata nie będzie :)

Jak to zwykle bywa...
27.07.2010 :: 10:22 | Link | Komentuj (2)
Piękny Pan BeHaPowiec jest w firmie a ja jak zwykle bez makijażu!
I jak tu mam znaleźć męża? :)
Mikser a status żony.
20.07.2010 :: 20:27 | Link | Komentuj (3)
Podczas urodzin pewnej młodej żony siostry jej męża (z dziećmi prawie w naszym wieku) zaczęły rozmawiać pod nieobecność gospodyni o prezencie dla niej. "A. mówiła, że jej mikser iskrzy - to kupmy jej nowy".

I w tym momencie mnie uderzyło, jak wiele się zmienia po założeniu rodziny. Zyskujesz lepszy status (bo żony)... teraz będą Ci kupować miksery, mikrofalówki, deski do prasowania... a ty będziesz się cieszyć, bo to ci się przyda. Taki szybki kurs dojrzewania [?].

PS. Ja na te same urodziny dostałam duży plecak na wyjazd - też się cieszyłam. Jest różnica...

[Tu dodać trzeba, że wcale nie uważam iż małżeństwo jest czymś strasznym - wręcz przeciwnie. Trzymając małą Martynkę na rękach wzdychnęłam ciężko... Przyjdzie jeszcze kryska na matyska.]


Blog (kolejna) re-aktywacja - wielka akcja - staż.
01.07.2010 :: 19:51 | Link | Komentuj (1)
Godzina 8.35 - jestem w słabo znanej mi dzielnicy Katowic, robię wszystko, żeby tylko nie spóźnić się pierwszy dzień do pracy. Oczywiście błądzę. Pytam ludzi, jak najszybciej dotrzeć - pomagają, uśmiechając się miło - 'całkiem dobrze zaczyna się dzień' - myślę.

Godzina 8.45 - prawie biegłam, a okazało się, że nie taki straszny diabeł jak go malują i zdążam na czas. Staję pod budynkiem, gdzie orientacyjnie ma się znajdować moje biuro (orientacyjnie czyli z zapamiętanej mapki googla) i własnym oczom nie wierzę - prawdziwy biurowiec, przed nim panowie palą papierosy, panie spieszą się do pracy. Wchodzę.

Godzina 8.50 - znajduję poszukiwane biuro - trafiam do recepcji. Muszę jeszcze chwilkę poczekać. Czekam, rozglądając się na prawo i lewo. Jest ślicznie - elegancko, profesjonalnie można nawet rzec. Cały czas ktoś przechodzi przez korytarz, wszyscy są MŁODZI, weseli, witają się, żartują .... 'Kurczę, czy ja się tu będę mogła odnaleźć?' - zastanawiam się.

Godzina 9.00 - przychodzi A. z którą jestem umówiona. Zabiera mnie do biura... To nie jest kanciapka w stylu biura AZS, NZS czy Samorządu Studenckiego, jak sobie to pierwotnie wyobrażałam. Ale wydzielona część większej sali, w której rzędami poustawiane są komputery. Wszyscy mówią mi "cześć" po drodze. 'Jak na filmach' - myślę - 'nie może być źle'. Zaczyna się oprowadzanie - dalej wszyscy mili przedstawiają się. 'coraz lepiej'.

Godzina 10.00 - po krótkim wdrożeniu i zapoznaniem z firmą przychodzi pan BHPowiec - cud miód i orzeszki. Zabiera nas na szkolenie do sali konferencyjnej (nas- razem ze mną zaczyna pracę tam kolega Paweł). Coś tam mówi, ale ja patrzę na niego raczej nie słuchając ;) widać po mnie musiało być, że TAK szalenie mi się podoba, że po pewnym czasie coś wspomniał o mającym wkrótce przyjść na świat dziecku ^^ "Nie szkodzi - więcej tam jest ładnych chłopców' :) 

Godzina 11.00 - kolejna krótkie szkolenie na temat sieci. Bardzo sympatycznie.

Godzina 12.00 - kawa w kuchni - jeżeli o mnie chodzi to kuchnia byłaby moim ulubionym miejscem. jest jedna na 3 firmy i mnóstwo przesympatycznych ludzi się tam przewija. Oczywiście wszyscy witają się z uśmiechem. Ja miałam okazję bliżej poznać P. Ale mnóstwo chłopców z działu IT - wyluzowani, zabawni... :) 'żyć, nie umierać' :)

Godzina 14.00 - cały czar pryska. Dostaję umowę do podpisanie - 500zł. brutto. Nic więcej dodawać nie muszę.
Czy taka jest cena doświadczenia?

Odpust!
09.05.2010 :: 14:34 | Link | Komentuj (0)
Odpust dla mnie to zawsze było wielkie wydarzenie....
Odkąd sięgam pamięcią obiad tej niedzieli jadało się dosyć szybko, potem sprzątało, Tata pił kawę, my jedliśmy lody i szliśmy "na budy"...
Potem formuła niewiele się zmieniła, jedynie Tata miał spokój - Babcia i Dziadek dawali "fundusz odpustowy" i ze swoimi koleżankami szło się "na budy"...
Teraz jest czas, kiedy sponsoring przeniesiony zostać powinien na adoratorów (przynajmniej w moim przypadku) :) 

I chodzą panny z panami i kupują słodycze, bańki i baloniki-serduszka.
I chodzą panienki z Tatusiami i uśmiechają się ("bo to się trzeba ładnie uśmiechać") :)
I chodzą panie z dzieciakami i mężami - wystrojone i w szpileczkach tonące w błocie...

I byłam ja... z Tatą :D 
Tata kupił mi miśki, za które sama zapłaciłam - "emancypantki chciały, to mają" :)

Chciałam, to mam :D

Wracają różne "odpustowe" wspomnienia z lat okołogimnazjalnych... J. na karuzeli, poznanie Leszka ... 
Cieszę się, że już urosłam! :)

sinusoida.
22.11.2009 :: 01:29 | Link | Komentuj (0)
i mamy już równowagę w przyrodzie.
wystarczyła 1. zarzygana plama.

naiwniara.

krzywa szczęścia znowu na górze.
21.11.2009 :: 16:15 | Link | Komentuj (0)
Sinusoidalny wykres szczęścia znów znacznie wzrasta. Tak byś się mogło wydawać. Dostaję od życia to, czego chcę. Tylko czy nie jest tak, że jak zbyt łatwo przyjdzie to i zbyt łatwo pójdzie?
Może marzeniom trzeba pozwolić dojrzewać powoli?

A może faktycznie zasada, że jak się wie że coś jest TYM, to to jest właśnie TO?
A może tylko się wydaje. 

z cyklu: widziałam i chcę.
25.10.2009 :: 21:37 | Link | Komentuj (0)
Pisanie pamiętnika w jakikolwiek sposób ma też swoje dobre strony - kiedy się umrze, można go odczytywać publicznie. Chciałabym, żeby mój też odczytywali po mojej śmierci. A może lepiej nie :)
Chociaż, gdyby założenie było, że piszę genialnie - mądrze i ładnie - to tak, i to w całości.
Reszta powinna zostać objęta cenzurą.

I chcę być tak cudowna, że gdy umrę, zorganizują koncert ku mojej pamięci.
Ot, co!
Wolno mi :)




Strona


Strona główna | O mnie

Odwiedzam


..:: BLOGI ::..
alone
eterycznie
gwk
inflated
nalisciuzielonejherbaty
smrod
poprzewracane
nieobiektyw
drugimokiem
..:: CZYTANE ::...
Bash
Duży Format
Wysokie Obcsy
Megafony
I Think
..:: DO POOGLĄDANIA ::..
Galeria Sart
Kabarety
Mediafun
Wyróżniaj się!
Zjadamy Reklamy
..:: MUZYCZNIE ::..
Nuty


Archiwum


2012
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec